Seul- miasto, które wciąga i nie wypuszcza

You are currently viewing Seul- miasto, które wciąga i nie wypuszcza
5
(1)

🐝 A wiecie, czemu Koreańczycy lubią pszczoły?

Bo wybudowali Seul… 🐝😄 (Se ul wybudowali- czaicie? Hehe)


Pierwsze wrażenia

🌆 Ponad tydzień w Seulu- szalonym, kosmopolitycznym megamieście, gdzie nowoczesność tańczy z tradycją, zapach kawy miesza się z ostrym aromatem kimchi, a z głośników nieustannie dudni k-pop. Brzmi jak podróż marzeń? Dla nas zdecydowanie tak!

O odwiedzeniu stolicy Korei Południowej marzyliśmy od dawna. Uwielbiamy wielkie miasta, tym bardziej, jeśli oprócz technologicznego rozmachu można tam jeszcze poczuć ducha dawnych czasów!


🌸 Do Korei wybraliśmy się w maju 2025 roku- i szczerze polecamy majowy termin. Wiśnie już przekwitły, więc ceny hoteli były niższe, tłumy mniejsze, a widoki wciąż zachwycające. Idealny balans między wiosennym urokiem a podróżowaniem bez tłumów.

🚇 Spędziliśmy w Seulu i okolicach łącznie 8 dni. I co możemy powiedzieć? To miasto to prawdziwy azjatycki tygrys- ogromne, ale zaskakująco przyjazne. Świetnie zorganizowane, łatwe do ogarnięcia, z doskonałą komunikacją miejską i metrem, które działa jak szwajcarski zegarek.


Tu nigdy nie zabraknie Wam kawy (serio- lokalne kafejki oraz kawowe sieciówki są na każdym rogu), pysznych wypieków, ostrego jedzenia, ale też… czystych publicznych toalet z mydłem, papierem i płynem do płukania ust. Tak, to też robi wrażenie! ☕🚻

🌿 Seul to betonowa dżungla pełna wieżowców, ale też zaskakująco zielona. Parki, zakątki, ścieżki- wystarczy skręcić z głównej ulicy, by znaleźć się w zupełnie innym świecie. A gdy już myślicie, że jesteście w futurystycznym mieście przyszłości- nagle obok wyrasta hanok, buddyjska świątynia albo pałac, który przypomina o dawnych koreańskich dynastiach.

Każda boczna uliczka przypomina, że tak naprawdę nie jesteśmy w europejskim czy amerykańskim
megacity (chociaż ilość Starbucksów może wprowadzać w błąd)- znajdujemy się w Azji, o czym z dumą
informują zwisające zwoje kabli, stoiska z parującym street-foodem i stosy kartonów.


📱 Na ulicach Seulu spotkacie młodych Koreańczyków – z kubkiem kawy w ręce, pędzących na kolejne business meetingi- ale też wielu koreańskich staruszków, próbujących nadążyć za światem, który zmienia się szybciej niż k-popowe trendy. Jednak pomimo starszego wieku- często zapatrzonych w ekrany smartfonów i z szybkością błyskawicy zajmujących należne im miejsca w metrze.

⚠️ A propos metra- każda stacja przypomina nam o trudnej historii i napiętej sytuacji geopolitycznej. Schrony, tablice informacyjne, sprzęt ewakuacyjny- dla mieszkańców to codzienność, dla turystów- mocne doświadczenie.


✈️ To co- gotowi na wyprawę? Zapraszam Was w podróż naszymi śladami po stolicy Korei Południowej!

Do Seulu podróżowaliśmy klasą ekonomiczną Qatar Airways i- jak dla nas- to już był luksus: pyszne jedzenie, miła obsługa, świetna oferta pokładowa. Zresztą o szczegółach, a także o innych „technicznych” aspektach podróżowania do i po Korei, przeczytacie w naszym drugim artykule.


🍜 Myeong-dong, kimchi i Narodowe Muzeum Korei

Wylądowaliśmy dość późno, więc po zameldowaniu w hotelu zrobiliśmy to, co zawsze wieczorem w nowym miejscu- ruszyliśmy na lokalne jedzonko! A że hotel mieliśmy w okolicy Myeong-dong, bez problemu znaleźliśmy knajpkę z parującymi pierożkami (dla dzieci i Arka) oraz gulaszem z kimchi (dla mnie!).


☔ Seul przywitał nas majowym deszczem, więc postanowiliśmy spędzić pierwszy dzień w Muzeum Narodowym Korei. Moja rodzinka przeszła wszystkie sale dość sprawnie, ale ja poświęciłam znacznie więcej czasu na historię i sztukę Korei oraz innych azjatyckich państw. W muzeum często odbywają się dodatkowe wystawy czasowe, są też osobne sale dla dzieci oraz bardzo dobrze wyposażony sklep z koreańskimi, stylowymi pamiątkami. Muzeum bardzo polecam! 🏛️


💄 Po południu nie mogliśmy ominąć kolorowych, tętniących życiem ulic Myeong-dongu- pełnych jedzenia, k-popowych pamiątek i sklepów z koreańską pielęgnacją. Wspaniałe, choć trochę onieśmielające doświadczenie!


Gangnam i Bongeunsa

💎 Następny dzień spędziliśmy w biznesowej i bardziej eleganckiej dzielnicy- Gangnam. To idealne miejsce na luksusowe zakupy oraz podróż śladami k-popowych gwiazd, bo właśnie tu mieszczą się siedziby najbardziej znanych koreańskich wytwórni muzycznych.

My trafiliśmy na alejkę z odciskami dłoni ulubionych zespołów naszej młodszej córki- szczęście nie do opisania! Oczywiście, skoro Gangnam, to nie mogło zabraknąć wizyty pod najbardziej chyba znanym pomnikiem koreańskiej popkultury- rąk z teledysku „Gangnam Style” zespołu PSY, a także słynnej już instagramowej biblioteki- Starfield Library (spoiler: ta w Suwon jest dużo piękniejsza, choć obie robią wrażenie).


🪷 Ale Gangnam to nie tylko sklepy i high-life- tuż obok, w samym centrum dzielnicy, znajduje się jedna z piękniejszych świątyń buddyjskich- Bongeunsa. To niesamowite miejsce, które koniecznie trzeba zobaczyć- przepiękna architektura, wspaniałe ogrody i klimat nie do podrobienia. Wizyta w tej świątyni naprawdę zrobiła mi dzień- a była całkiem nieplanowana!


🏮 Kolejny dzień- kolejne przygody – Insadong i wieczorny pokaz dronów

Tym razem wybraliśmy się na zwiedzanie dzielnicy Insadong z jej tradycyjną osadą Ikseon-dong Hanok Village. Cała okolica to jak przejście do innego świata- przekraczacie strumień Cheonggyecheon i nagle znajdujecie się w innej krainie. Wysokie szklane budynki i głośne megapolis zamieniają się w klimatyczną koreańską wioskę, pełną wąskich uliczek z kramami lokalnych artystów, sklepikami z rękodziełem i uroczymi kawiarniami ulokowanymi w starych hanokach- tradycyjnych koreańskich domach z poprzedniej epoki.

🥖 Na Insadongu koniecznie trzeba się po prostu poszwendać- trochę bez celu- wśród uliczek i sklepików, a także obowiązkowo kupić słony chlebek „salt bread” w jednej z tamtejszych piekarni. Uwaga! Kupcie od razu dwa- trzy razy więcej, żeby potem nie stać znowu w kolejce (bo że będziecie chcieli dokładkę, to nie podlega wątpliwości 😊).


💧 Wizytę na Insadongu warto połączyć ze spacerem wzdłuż wspomnianego już strumienia Cheonggyecheon. To kilkukilometrowy strumień przebiegający przez centrum miasta, którego otoczenie zostało zrewitalizowane i jest wspaniałym miejscem na złapanie oddechu od seulskiej metropolii. Można usiąść nad rzeką z kawką i przekąską z 7-Eleven, wsłuchać się w szum wody, poobserwować Koreańczyków, którzy często tu przychodzą i spędzają czas z przyjaciółmi lub drugą połówką. Idealnie jest tu też wieczorem, kiedy atmosferę dodatkowo umilają oświetlenie oraz koncerty na żywo. 🌃


🚁 Jeden z wieczorów spędziliśmy również w Ttukseom Hangang Park na pokazie dronów- spektakularne widowisko, które szczęśliwym trafem odbywało się akurat w maju, kiedy byliśmy w Seulu. Setki (a może tysiące?) dronów zaprogramowanych tak, by tworzyły niesamowite, kolorowe i ruchome obrazy na niebie, a do tego tłumy Koreańczyków- chętnych do interakcji (co nie jest w Korei wcale takie oczywiste!).


Pałac Gyeongbokgung i Bukchon Hanok Village

👘 Następny dzień po wizycie na Insadongu, poświęciliśmy na zwiedzanie głównego seulskiego pałacu należącego niegdyś do koreańskiej dynastii Joseon- Gyeongbokgung.

Oczywiście my- dziewczyny- skorzystałyśmy z dostępnej w Seulu opcji darmowego wejścia, jeśli jest się przebranym w tradycyjny hanbok, czyli koreański strój. Niedaleko pałacu znajduje się mnóstwo wypożyczalni, gdzie można dobrać kolory i styl sukni, a obsługa zrobi fryzurę i pomoże w doborze dodatków. Bardzo polecam- można poczuć się jak księżniczka, no i zdjęcia wychodzą piękne! (Chociaż nasza najmłodsza córka nie została fanką ciężkich, upiętych szpilkami sukien i nie wspomina tego wyjścia z rozrzewnieniem).


🏯 Będąc w okolicy Gyeongbokgung, warto pospacerować po okolicy, a nawet dojść do kolejnej wioski hanoków- Bukchon Hanok Village. Tu klimat jest jednak inny niż na Insadongu, bo wciąż mieszkają tu ludzie i obowiązują bardziej surowe zasady wstępu (oraz strefy ciszy).


🧭 DMZ- Koreańska Strefa Zdemilitaryzowana

Ostatnie dwa dni to już czas poza Seulem. Niezbyt często korzystamy ze zorganizowanych form wypoczynku, jednak tutaj inaczej nie udało by nam się dojechać- w kolejne dni wybraliśmy się na zorganizowaną wycieczkę do strefy zdemilitaryzowanej i pod granicę z Koreą Północną, a także- już na własną rękę- metrem do Suwonu, „małego” milionowego miasta oddalonego o ok. godzinę drogi na południe od Seulu.


🕊️ Wyjazd do strefy zdemilitaryzowanej był dobrą lekcją historii- podziału kiedyś zjednoczonego kraju oraz obustronnej niechęci, ale też daremnych prób odbudowy wzajemnych relacji narodu koreańskiego. To historia trudna i bolesna, choć przez obecne pokolenie Koreańczyków z Południa trochę już bagatelizowana. Sama wycieczka- choć bardzo dobrze zorganizowana i zdecydowanie warta uwagi- była prowadzona raczej „pod turystów”, z wieloma humorystycznymi momentami, bez należnej temu miejscu powagi. Sama nie wiem, czy to dobrze? Może żarty z Kima to sposób Koreańczyków z Południa na radzenie sobie z tą trudną sytuacją?


Suwon- małe milionowe miasto

🏰 Suwon bardzo pozytywnie nas zaskoczył. Po dojeździe metrem wskoczyliśmy w Ubera i dotarliśmy do historycznego centrum miasta. „Stare miasto” otoczone jest murami obronnymi będącymi częścią osiemnastowiecznej Twierdzy Hwaseong. To świetne miejsce na ucieczkę od wielomilionowego Seulu- można spacerować wzdłuż murów, szukać ukrytych świątyń, i wypatrywać czapli kąpiących się w strumieniach. Dodatkowo ciekawa opcją jest nabycie w punkcie informacji mapki i książeczek na pieczątki- spacerując po mieście, można zbierać pieczątki z różnych miejsc, a po zebraniu wszystkich- otrzymać nagrodę. My niestety nie zaplanowaliśmy tego dnia pod zbieranie pieczątek i po prostu nie zdążyliśmy 😊 Za to spędziliśmy super relaksujący dzień z dala od wielkomiejskiego zgiełku.


Wzgórze Namsan i N Seoul Tower

⛰️ Jedną z ostatnich miejscówek odwiedzonych przez nas podczas tego około tygodniowego wypadu był spacer (mini trekking?) na wzgórze Namsan. Wybraliśmy się tam pieszo z naszego hotelu, pokonując tysiące schodów- zmęczeni, ale zadowoleni (my) lub tylko zmęczeni (dzieci) podziwialiśmy wspaniałe górskie otoczenie Seulu. Dopiero wychodząc ponad dachy budynków, widać, jak wiele gór otacza to miasto! A widok na oświetlony Seul nocą- bezcenny (i zupełnie darmowy).


🪶 Gdzieś po drodze zgubiłam opowieść o wizycie w najbardziej znanej seulskiej świątyni- Jogyesa. I tu zdecydowanie warto się wybrać- możliwość „zadudnienia w bęben” czy widok mnichów przechadzających się po placu robi wrażenie.

Jednak gdybym miała wybrać tylko jedną świątynię- postawiłabym na Bongeunsa- za jej niesamowity klimat i duszę.


Pożegnanie z Seulem – do zobaczenia, Koreo!

💬 No i tak minęło nam osiem dni w tej wspaniałej metropolii. Jak widzicie- byliśmy dość zajęci! Codziennie robiliśmy po ok. 25 tys. kroków, regularnie korzystaliśmy z metra, pokonaliśmy miliony schodów.

Ale dawaliśmy radę, bo regularnie uzupełnialiśmy kalorie- jedząc w lokalnych knajpkach, na food courtach w centrach handlowych, na ulicy, a czasem po prostu kupując szybkie przekąski w 7-Eleven i CU.


🛍️ Usytuowanie naszego hotelu w Myeong-dongu z pewnością urozmaiciło nasze wieczorne powroty „do domu”- co wieczór musieliśmy przejść przez niezliczoną ilość sklepów z butami, kosmetykami, akcesoriami k-popowymi oraz wszelkiej maści słodkimi pierdółkami, które nasze dzieci uwielbiają.

Jeśli będziecie podróżować jako dorośli- może uda Wam się uniknąć tej ilości sklepów (chyba że też kochacie Stray Kids, cute zabawki i K-Pop Demon Hunters…), natomiast jeśli podróżujecie z dziećmi- przeznaczcie dodatkowy budżet na zakupy, a sobie zawczasu zapakujcie Nurofen na ból głowy… i patrzcie, jak dzieci przeżywają jedne z najlepszych wyjazdów swojego życia.


💖 Mam nadzieję, że ten wpis zainspirował Was do odwiedzenia tego niesamowitego miejsca- my serdecznie polecamy, również jako pierwszą azjatycką destynację.

Seul to miasto, gdzie czeka mnóstwo atrakcji, pyszne i niedrogie jedzenie, świetnie rozwinięta infrastruktura oraz szeroki wybór hoteli. Każdy znajdzie tu coś dla siebie.

To miasto, które wciąga i zachwyca. I zostaje w głowie na długo.


⚠️ Disclaimer! Artykuł jest ukazaniem naszej podroży z Seulu- z turystycznej perspektywy, więc skupiam się tu na przyjemnościach i na tym, jak sympatycznie spędziliśmy tam czas. Nie piszę w nim o problemach koreańskiego społeczeństwa- o nadmiernym konsumpcjonizmie, rywalizacji, realiach pracy w korporacjach czy wynikających z powyższych problemach ze zdrowiem psychicznym.

Zapraszam również na nasz kanał na YT, tam znajdzicie kilka ładnych ujęć z tego wyjazdu:

Czy post był pomocny?

Kliknij na gwiazdkę, aby ocenić!

Średnia ocena 5 / 5. Liczba głosów: 1

Na razie brak głosów! Oceń ten post jako pierwszy.

Dodaj komentarz